XIII ICA – RECIFE 2010 międzynarodowa akarologia zimą (brazylijską)

 

 

XIII Międzynarodowy Kongres Akarologiczny został w 2010 roku zorganizowany w Recife, brazylijskim mieście na wschodnim wybrzeżu i stolicy stanu Pernambuco, w dniach 23 – 27 sierpnia, a więc jeszcze w okresie tamtejszej zimy. Zarówno miejsce obrad (Recife Palace Hotel) jak i hotel, w którym większość uczestników była zakwaterowana, oddzielone były jedynie szeroką ulicą od plaży i Atlantyku, który tu, zgodnie zresztą z nazwą miasta, w okresie odpływu ukazywał rafę oddzielającą ocean od plaży. Dla nas, przybyszów z Europy, szczególnie zaskakującym widokiem były wieżowce stojące wzdłuż ciągnącej się na przestrzeni siedmiu kilometrów plaży Boa Viagem, których cienie w południe wędrowały zwolna po piasku zmuszajac plażowiczów do przesuwania się za słońcem… Dni były gorące, szczególnie na plaży w południowym słońcu, choć rozgrzewający się do ponad 50oC piasek nie przeszkadzał gołębiom do czułego tête-à-tête (patrz foto).

Ogółem, w Kongresie uczestniczyło 385 osób, przy czym polska ekipa była stosunkowo liczna (11 osób) głównie z ośrodka poznańskiego (6), Krakowa (2), Wrocławia (2) i Zielonej Góry (1). Największą grupę, bo prawie połowę wszystkich uczestników Kongresu stanowili akarolodzy z Brazylii (176), następnie z USA (32), Meksyku (23), Japonii (17), Holandii (16) i Francji (8). Jak widać, Polska znalazła się na drugim miejscu wśród krajów europejskich co do liczby uczestników Kongresu.

Dla nas, przybyszów z Europy najbardziej interesujące było spotkanie z całkiem odmienną przyrodą i kulturą Brazylii. Mogliśmy tego doświadczyć już podczas trwania Kongresu, gdyż skorzystaliśmy z okazji, aby w niedalekiej odległości od Recife odwiedzić Centrum Saków Wodnych i znajdujące się tam manaty, a następnie Refugio Ecologico Charles Darwin. W tym ostatnim spotkanie z legwanem, waranem i amfisbeną, a szczególnie z koendu i leniwcem trójpalczastym pozostawiło niezatarte wrażenie.

Po Kongresie prawie całą grupą powędrowaliśmy do Rio, gdzie, jak nakazuje turystyczna tradycja, odwiedziliśmy Corcovado z posągiem Chrystusa Odkupiciela oraz Głowę Cukru, no i oczywiście plażę Copacabana. Samo Rio, zgodnie zresztą z licznymi opiniami w internecie i nie tylko, jest mało sympatyczne, głównie poprzez obecność slamsów (faveli) i ich mieszkańców. Z Rio wybraliśmy się też na jeden dzień do Teresopolis, miasteczka u podnóża Serra dos Orgaos. Znajduje się tu Park Narodowy o tej samej nazwie, gdzie mogliśmy zetknąć się po raz drugi, po wyprawie do ostoi leniwców w okolicy Recife, z przyrodą mata atlantica wschodniego wybrzeża Brazylii i, po raz pierwszy ale nie ostatni, z ostronosami buszującymi w kubłach na śmieci. Niestety, z powodu braku czasu zwiedziliśmy tylko mały fragment parku, ale i to dostarczyło wielu wrażeń i pokazało, jak odmiennie ochrona i ekspozycja przyrody jest rozumiana w Brazylii (10. pod względem ekonomicznym kraju świata) i u nas. Szczególnie interesujący był spacer ścieżkami dydaktycznymi, będącymi często pomostami biegnącymi przez las tropikalny na wysokości  7-10 metrów nad ziemią. Przyroda i oryginalne kształty skał gór Dos Orgaos powodowały, że miejsce to mogło sprawiać wrażenie raju na ziemi…. W jakiś czas po naszym powrocie do Polski tę część Brazylii nawiedziły ulewne deszcze, które spowodowały osuwiska i lawiny błotne, w wyniku czego w Teresopolis zginęło ponad 600 osób.

Ostatnim etapem pokongresowej podróży po Brazylii było Iguazu, leżące na granicy z Argentyną i w pobliżu granicy z Paragwajem. Absolutnie niezapomniane wrażenia z wędrówek po Wodospadach Iguazu i Parku Ptaków, gdzie można było dać się adorować tukanom przymilającym się do zwiedzających, a także widzieć wiele gatunków papug, ibisy, czubacze, kusacze nakrapiane, harpie i inne, całkiem egzotyczne dla nas gatunki, znane jedynie z filmów i fotografii. Jedyne w swoim rodzaju było też wejście do woliery z kolibrami i wieloma gatunkami motyli tropikalnych. Wodospady Iguazu – wrażenia przyrodnicze trudne do opisania, niepowtarzalne, no może za wyjatkiem Wodospadów Wiktorii, których jednak nikt z naszej grupy nie miał (jeszcze) okazji  widzieć…

Jak widać, sam Kongres Akarologiczny pozostał nieco w cieniu wrażeń turystyczno-przyrodniczych, czemu jednak nie należy się specjalnie dziwić. Jednak udział naszej „delegacji” w ważnych naukowo doniesieniach był znaczący. Nie umniejszając nikomu jego zasług, jednym z najbardziej „rewolucyjnych” było wystąpienie Jacka Daberta, w którym udowadniał na podstawie danych molekularnych, że nie tylko Astigmata powstały zapewne w obrębie pierwotnych Oribatida, ale przede wszystkim, że Acari nie są grupą monofiletyczną. Wszystkich zainteresowanych odsyłam do materiałów kongresowych i pokongresowych publikacji, które powinny wykazać, że XIII Międzynarodowy Kongres Akarologiczny był dużym wydarzeniem naukowym.

Wojciech Witaliński